-
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać10 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać21 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Można się przysiąść? - wygraj książkę "Droga do ciebie".
Heather kończy naukę w college’u i wyrusza w podróż po Europie w towarzystwie dwójki najlepszych przyjaciół. Zostawia za sobą szkolne obowiązki, a dorosłość dopiero wisi w powietrzu. Przed nią już tylko to jedno jedyne lato, by być naprawdę wolną. Heather nawet nie oczekuje, że spotka kogoś takiego jak Jack. Nieoczekiwanie dostrzega w nim miłość swojego życia. Jack jest tajemniczym, starszym od Heather o kilka lat mężczyzną, który zainspirowany dziennikami dziadka postanawia odwiedzić różne miasta w Europie. Jednak pewna tajemnica, którą skrywa Jack, zmienia dosłownie wszystko.
Losy głównych bohaterów splatają się podczas podróży. Czy Wam też udało się kiedyś zapoznać z innym pasażerem, chociażby w drodze do pracy lub szkoły? Była to wyłącznie rozmowa umilająca czas przejazdu czy była początkiem Waszej nowej znajomości?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Droga do ciebie
Autor : J.P. Monninger
Regulamin
- Konkurs trwa od 6 września do 13 września włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Czarna Owca.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [54]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
aleszaa
delightfully_droll
JoannaNatalia
omagdalena
klaudia1
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
aleszaa
delightfully_droll
JoannaNatalia
omagdalena
klaudia1
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Ślicznie dziękuję!
Gratuluję pozostałym laureatom :)
Ślicznie dziękuję!
Gratuluję pozostałym laureatom :)
– Pierwsza podróż pociągiem? – zapytał, odrywając wzrok od okna. Przemijały w nim obrazy. Pomyślałam, że z każdą kolejną klatką cel był coraz bliższy. Szybko wrócę do domu.
Pokiwałam głową. Sztywno. Zawsze panicznie bałam się nowych doznań. Byłam totalnym no-lifem, bojącym się choćby świeżego powietrza. By nie uznał mnie za tego kogoś, kim się czułam, wykrzesałam z siebie delikatny uśmiech.
– Pan pewnie w pociągu jak w domu… Czuje się – stwierdziłam, wywracając oczami. Miał w sobie coś. Może spokój? Cóż, trochę zluzowałam i zaśmiałam się. Tak sama z siebie. Dla rozładowania spięcia.
– Jaki pan? Jestem Kamil. I naprawdę wyglądam na takiego podróżnika-nałogowca? – zapytał rozbawiony. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że rozmowa z Kamilem umili mi pierwszą podróż pociągiem, ale również zapewni przyjaciela w jego osobie na długie lata.
– Pierwsza podróż pociągiem? – zapytał, odrywając wzrok od okna. Przemijały w nim obrazy. Pomyślałam, że z każdą kolejną klatką cel był coraz bliższy. Szybko wrócę do domu.
Pokiwałam głową. Sztywno. Zawsze panicznie bałam się nowych doznań. Byłam totalnym no-lifem, bojącym się choćby świeżego powietrza. By nie uznał mnie za tego kogoś, kim się czułam, wykrzesałam z siebie...
Z jakiegoś powodu przyciągam starszych ludzi jak magnes i wielokrotnie zdarzało mi się prowadzić długie i fascynujące rozmowy z seniorami. Szczególnie zapadły mi w pamięć dwie z nich. Jechałam na jogę autobusem, kiedy podszedł do mnie krzepki starszy pan i zapytał, gdzie najlepiej wysiąść. Zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że nie tylko wysiadamy na tym samym przystanku, ale też idziemy na tę samą ulicę. Sama nie wiem, jak to się stało, ale zaczęliśmy rozmawiać o Powstaniu Warszawskim, a potem o życiu w ogóle. Pan okazał się być emerytowanym trenerem judo i karate, który przez wiele lat trenował studentów Politechniki Warszawskiej. Ja z kolei opowiadałam o mojej pracy i studiach. Tak bardzo się wciągnęłam w rozmowę, że kiedy pan wyraził niepokój, że pewnie się spieszę, machnęłam ręką i powiedziałam, że najwyżej chwilę się spóźnię, a tak miło się rozmawia, że zbrodnią byłoby przerywać. W końcu musieliśmy się rozstać, życząc sobie wszystkiego dobrego.
Nie dalej niż tydzień temu poznałam w autobusie uroczą starszą panią z parasolem o dziwnej rączce. Wyglądała jak kawałek polakierowanej grubej gałęzi i... tym się właśnie okazała. Pani opowiedział mi historię parasola, który należał do jej zmarłego męża. Kiedy ich syn miał trzy latka pojechali w góry i malec jakimś sposobem urwał rączkę od parasola. Mąż pani znalazł kawałek gałęzi, obrobił, polakierował i przyczepił na miejsce starej rączki. W ten sposób powstała wyjątkowa pamiątka. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam oboje!
Z jakiegoś powodu przyciągam starszych ludzi jak magnes i wielokrotnie zdarzało mi się prowadzić długie i fascynujące rozmowy z seniorami. Szczególnie zapadły mi w pamięć dwie z nich. Jechałam na jogę autobusem, kiedy podszedł do mnie krzepki starszy pan i zapytał, gdzie najlepiej wysiąść. Zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że nie tylko wysiadamy na tym samym przystanku,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak dziś pamiętam czasy studiów i liceum kiedy to większą część dnia spędzałam w pociągu bądź autobusie. I chociaż do trudnych osób nie należę i bezproblemowo w autobusie śpię bądź umilam sobie czas czytaniem książki to czas nigdy nie płynie tak szybko i przyjemnie jak wtedy kiedy ma towarzysza podróży. Bardzo często zagadywałam do przypadkowych osób bądź odruchowo uśmiechałam się do tych "podróżowiczów" którzy jak ja podróżowali tą trasą każdego dnia. Nawiązałam w ten sposób wiele przyjaźni, które trwają do dziś i udało mi się nawet w ten sposób poznać osobę z którą na długie lata połączył nas związek. Jako że uwielbiam zwierzęta zazwyczaj po wyjściu z autobusu dokarmiałam je swoimi kanapkami. Zauważył to inny miłośnik zwierząt i zaczął kanapkami dokarmiać mnie bo swoich nigdy do szkoły nie doniosłam :) Podróżowanie to doskonały sposób na zawieranie nowych znajomości!
Jak dziś pamiętam czasy studiów i liceum kiedy to większą część dnia spędzałam w pociągu bądź autobusie. I chociaż do trudnych osób nie należę i bezproblemowo w autobusie śpię bądź umilam sobie czas czytaniem książki to czas nigdy nie płynie tak szybko i przyjemnie jak wtedy kiedy ma towarzysza podróży. Bardzo często zagadywałam do przypadkowych osób bądź odruchowo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWracając ze ŚDM poznałam w pociągu bardzo sympatyczną dziewczynę. Niestety nie utrzymujemy obecnie kontaktów, ale rozmowa z nią bardzo umiliła mi podróż. Rozmawiałyśmy jakbyśmy znały się od lat. Prawie 2 godziny podróży minęły wtedy nie wiadomo kiedy. Była to jedna z moich najprzyjemniejszych podróży pociągiem.
Wracając ze ŚDM poznałam w pociągu bardzo sympatyczną dziewczynę. Niestety nie utrzymujemy obecnie kontaktów, ale rozmowa z nią bardzo umiliła mi podróż. Rozmawiałyśmy jakbyśmy znały się od lat. Prawie 2 godziny podróży minęły wtedy nie wiadomo kiedy. Była to jedna z moich najprzyjemniejszych podróży pociągiem.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJechałam z Krakowa do Łodzi po świętach Wielkiej Nocy. Siedziałam w nowym pociągu Dart pod oknem, koło mnie usiadł mężczyzna w moim wieku o ciemniejszej karnacji. Zaczął rozmowę od tego czy pomogę znaleźć mu miejsce do podpięcia ładowarki do telefonu. Zatrzymaliśmy się w 1/3 trasy myśląc, że to rutynowy postój. Jednakże okazało się, że uderzyliśmy w pochylone drzewo. Zaczęłam rozmawiać z nieznajomym na temat mojej ulubionej książki, która leżała na moich kolanach, napisanej przez Włoszkę. Okazało się, że nieznajomy jest Włochem i jedzie do Łodzi ponieważ studiuje na uniwersytecie medycznym. Postój, który trwał niemal 8 godzin dla mnie trwał raptem dwie. Rozmowa była tak przyjemna, że do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że nie mam żadnego kontaktu do owej osoby. Mieszkamy w tym samym mieście, chodzimy tymi samymi ulicami ale do tej pory nie było dane nam się zobaczyć drugi raz.
Jechałam z Krakowa do Łodzi po świętach Wielkiej Nocy. Siedziałam w nowym pociągu Dart pod oknem, koło mnie usiadł mężczyzna w moim wieku o ciemniejszej karnacji. Zaczął rozmowę od tego czy pomogę znaleźć mu miejsce do podpięcia ładowarki do telefonu. Zatrzymaliśmy się w 1/3 trasy myśląc, że to rutynowy postój. Jednakże okazało się, że uderzyliśmy w pochylone drzewo....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzęsto zdarza mi się zapoznać z pasażerami podczas jazdy pociągiem, a że lubię ludzi i lubię z nimi rozmawiać, nie mam z tym problemu. Często to ja inicjuję pierwszy kontakt. Przede wszystkim uśmiech, to zawsze działa. Zazwyczaj mam też przy sobie książkę. Gdy ktoś nie chce rozmawiać, zawsze ma się czym zapełnić czas, a często zdarza się, że książka może być świetnym pretekstem do rozmowy. Do dzisiaj żałuję pewnej sytuacji, która zdarzyła mi się 3 lata temu, właśnie podczas jazdy pociągiem. Zaczęło się od tego, że młody chłopak pomylił miejsca i usiadł na moim. Zwróciłam mu uwagę i tak zaczęła się nasza rozmowa, która przeciągnęła się aż do końca podróży, która trwała 3 h. Świetnie mi się z nim rozmawiało i co tu ukrywać podobał mi się. Niestety, ja potem miałam przesiadkę, on również. Obydwoje spieszyliśmy się na swoje następne pociągi. Nie miałam też wtedy odwagi, by pierwsza poprosić o jakieś namiary do niego....
Często zdarza mi się zapoznać z pasażerami podczas jazdy pociągiem, a że lubię ludzi i lubię z nimi rozmawiać, nie mam z tym problemu. Często to ja inicjuję pierwszy kontakt. Przede wszystkim uśmiech, to zawsze działa. Zazwyczaj mam też przy sobie książkę. Gdy ktoś nie chce rozmawiać, zawsze ma się czym zapełnić czas, a często zdarza się, że książka może być świetnym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdy czeka mnie długa podróż wolę z kimś rozmawiać niż siedzieć wiele godzin nad książką czy w telefonie. Podczas jednej z podróży poznałam pewnego chłopaka. Rozmowa bardzo dobrze nam się kleiła, od samego początku nie ukrywałam faktu że jestem w związku. Rozmowa zeszła na sprawy, powiedzmy, biznesowe- on zajmował się czymś, czym mój chłopak chciał się zająć. Wymieniliśmy się więc numerami telefonów... No i się zaczęło... Gościu nie dawał mi spokoju, wydzwaniał i wypisywał do mnie, chciał nawet przyjechać, choć znał tylko nazwę miasteczka obok którego mieszkam- po prostu stwierdził że w tak niewielkiej miejscowości nie będzie problemu z ustaleniem mojego adresu... Po tych słowach już nie miałam skrupułów aby "oddelegować" nachalnego adoratora w mniej przyjemny sposób- powiedziałam mu, że stanowczo nie życzę sobie więcej kontaktów z jego strony bo w innym przypadku pójdę na policję. Tą znajomość zaliczam do jednych z najmniej przyjemnych doświadczeń;/
Gdy czeka mnie długa podróż wolę z kimś rozmawiać niż siedzieć wiele godzin nad książką czy w telefonie. Podczas jednej z podróży poznałam pewnego chłopaka. Rozmowa bardzo dobrze nam się kleiła, od samego początku nie ukrywałam faktu że jestem w związku. Rozmowa zeszła na sprawy, powiedzmy, biznesowe- on zajmował się czymś, czym mój chłopak chciał się zająć. Wymieniliśmy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Historia będzie co najmniej pokręconą.
Chciałem, żeby przyjaciółka stała się moją żoną.
Spotkaliśmy się po raz pierwszy cztery lata temu.
Latem - czasu dla nowych związków otwartemu.
Przypadkowo minęliśmy się sercami w internecie.
Byliśmy mali, nie wiedzieliśmy nic o świecie.
Polubiłem Twój głos, Ty moje wygłupy.
Gdy siebie zobaczyliśmy to staliśmy jak dwa słupy.
Serce zabiło szybciej, czas zwolnił, poszerzyły źrenice.
Połączyły nas w jednej chwili wszystkie charakteru różnice.
Widziałem ideał...pierwszy raz w życiu.
Nie mówiliśmy nikomu co robimy w ukryciu.
Rozmowa nie rozwijała się jakoś specjalnie.
Nie było nawet przez chwilę nachalnie...
...było banalnie.
Dalej tylko kłótnia z jej bratem i koleżankami.
Nie koniecznie chciały być moimi fankami.
Znajomość urwała się jak sygnał w telefonie.
Po kilku latach poczułem, jak w sercu ogień płonie.
Retrospekcja wraz z nią wróciła.
Ona również za mną tęskniła.
Odnowiliśmy znajomość na nowo.
Kochamy się jak przyjaciele, daje słowo.
.
.
.
Moją wadą niestety jest kłamstwo.
Wiem, że zachowałem się wobec was chamsko.
Kocham ją.
Te słowa nie wymagają rymu.
Historia będzie co najmniej pokręconą.
Chciałem, żeby przyjaciółka stała się moją żoną.
Spotkaliśmy się po raz pierwszy cztery lata temu.
Latem - czasu dla nowych związków otwartemu.
Przypadkowo minęliśmy się sercami w internecie.
Byliśmy mali, nie wiedzieliśmy nic o świecie.
Polubiłem Twój głos, Ty moje wygłupy.
Gdy siebie zobaczyliśmy to staliśmy jak dwa słupy.
Serce...
Było bardzo ciepłe lato. Jechałam pociągiem o 06:00 rano do jednego z oddziałów firmy, w której pracuję.
Zapomniałąm o książce i bardzo się nudziłam. W przedziale siedziało kilka osób ale każdy był zatopiony we własnych myślach. Na przeciwko mnie siedział młody chłopak. W pewnym momencie chwilę mi się przyglądał. Musiał zauważyć znudzenie na mojej twarzy, bo podał mi jedną ze swoich gazet. Przyjęłam ją z wdzięcznością. Rszta podróży minęła mi na przeglądaniu artykułów. Na mojej stacji wyszłam z przedziału i podeszłam do wyjścia. Jeszcze chwilę czekałam aż pociąg wychamuje. Ten młody chłopak pobiegł za mną i podał mi zwiniętą karteczkę. Poprosił, żebym przeczytała na peronie. Szybko odszedł do przedziału. Okazało się, że na karteczce napisał dla mnie wierszowaną wiadomość. Napisał mi, że jestem piękna a na drugiej stronie dopisał swój sdres email.
Ta historia skończyła się właśnie w tym momencie, choć mogłą mieć swój ciąg dalszy.
Choć minęło kilka lat, do dzisiaj pamiętam tego chłopca. Podziwiam go za odwagę, przykro mi, że go rozczarowałam i mam nadzieję, że znalazł swoją ukochaną. Może gdzieś w innym pociągu..
Było bardzo ciepłe lato. Jechałam pociągiem o 06:00 rano do jednego z oddziałów firmy, w której pracuję.
Zapomniałąm o książce i bardzo się nudziłam. W przedziale siedziało kilka osób ale każdy był zatopiony we własnych myślach. Na przeciwko mnie siedział młody chłopak. W pewnym momencie chwilę mi się przyglądał. Musiał zauważyć znudzenie na mojej twarzy, bo podał mi jedną...
To był ostatni przystanek w mojej lipcowej podróży. Drogi w którą wyruszyłam po raz pierwszy zupełnie sama. Dzień miał się ku końcowi. Z lokalnym piwem w ręce usiadłam nad brzegiem Wisły i obserwowałam kaczki. W tle nie dało się nie zwrócić uwagi na chłopaka kłócącego się przez telefon. Jakie było moje zdziwienie, gdy po kilkunastu minutach podszedł.
- Chciałem panią przeprosić.
- Mnie? Za co? – spytałam z uśmiechem.
- Przez przypadek była pani świadkiem mojej rozmowy, nie powinna mieć tak wybuchowego charakteru .
- Nie ma mnie pan za co przepraszać. Mam nadzieję, że wszystko w porządku.
- Mimo wszystko przepraszam i… zapraszam na kawę.
- A wie pan, kawa to zawsze dobry plan. Kasia jestem.
- Radek.
I tak udaliśmy się nieśpiesznie na kazimierski rynek. Dowiedziałam się, że jest na życiowym zakręcie, cieszy się chwilami na lądzie, bo jako marynarz na morzu spędza 9 miesięcy w roku. Przez chwilę miałam obawę, że to kolejny mężczyzna, które będzie potrzebować darmowej psychoterapii. I w tamtej chwili nie widziałam w tym problemu. Czasem łatwiej wygadać się przed nieznajomą osobą. On jednak uwagę skupiał na pozytywach, okazał się też dobrym słuchaczem. Na rozmowach, spacerowaniu, zamieniając kawę na piwo, zagadaliśmy się… do świtu. Wymieniliśmy się numerami telefonu i każde poszło w swoją stronę.
Jeszcze chwilę przychodziły smsy, było też kilkanaście telefonicznych rozmów. Jak się pojawił, tak zniknął. Pozostaje miłym wspomnieniem.
To był ostatni przystanek w mojej lipcowej podróży. Drogi w którą wyruszyłam po raz pierwszy zupełnie sama. Dzień miał się ku końcowi. Z lokalnym piwem w ręce usiadłam nad brzegiem Wisły i obserwowałam kaczki. W tle nie dało się nie zwrócić uwagi na chłopaka kłócącego się przez telefon. Jakie było moje zdziwienie, gdy po kilkunastu minutach podszedł.
- Chciałem panią...
Bardzo często zdarza mi się, że poznaję ludzi w komunikacji miejskiej i pociągach. Większość tych znajomości ogranicza się do zwyczajowego "dzień dobry" i uśmiechu, jak w przypadku współpasażerów jeżdżących do pracy tym samym autobusem co ja. Jest jednak jedna znajomość, która rozpoczęła się inaczej. Kilkanaście lat temu jadąc autobusem komunikacji podmiejskiej do mojej siostry na wieś zdarzyła mi się kontrolera biletów. Jednym z kontrolerów była młoda kobieta. Przedstawiłam jej oczywiście bilet, a ona wraz z towarzyszem usiadła akurat koło mnie. Kontrolerzy zaczęli rozmawiać o swoim zespole i o wokalnej karierze dziewczyny pod okiem mojego nauczyciela muzyki. Wsłuchałam się w ich rozmowę i nieświadomie zagadnęłam do niej o owego nauczyciela, u którego sama śpiewałam w chórze szkolnym. Zanim wysiadła zaprosiła mnie na swój koncert i obiecała przyjść na występ chóru. Poszłam na koncert i naprawdę fajnie słuchało się jej pięknego głosu, chociaż byłam pewna, że ona nawet mnie nie zauważyła. Tym większe było moje zaskoczenie gdy przyszła na występ chóru, a po nim zagadnęła mnie i dała namiar do siebie, zapraszając na próbę zespołu. Z wspólnego śpiewania nic nie wyszło, bo byłam jeszcze roztrzepaną nastolatką, ale był to początek naszej przyjaźni, która twa do chwili obecnej. Kobieta ta ma na imię Kamila i jest moją najbliższą przyjaciółką, a kiedy spotykamy się przy okazji różnych imprez często wspominamy jak połączyła nas miłość do muzyki i autobus linii nr 7.
Bardzo często zdarza mi się, że poznaję ludzi w komunikacji miejskiej i pociągach. Większość tych znajomości ogranicza się do zwyczajowego "dzień dobry" i uśmiechu, jak w przypadku współpasażerów jeżdżących do pracy tym samym autobusem co ja. Jest jednak jedna znajomość, która rozpoczęła się inaczej. Kilkanaście lat temu jadąc autobusem komunikacji podmiejskiej do mojej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Słuchawki na uszach i książka. To moje atrybuty, które zawsze towarzyszą mi w podróży. Tak było i tym razem. Wsiadłam do czerwono - żółtego autobusu, nieco zatłoczonego, który jak co dzień odwoził mnie spod łódzkiej uczelni do domu. Za oknem panował mrok - nienawidzę mieć zajęć do 20.05 jesienną porą. Kiedy wychodzę jest już ciemno, tak smutno i przygnębiająco. Nieważne, pomyślałam sobie. Jeszcze kilka przystanków i będę w domu. ciepły koc, herbata i obowiązkowo grube wełniane skarpety, które babcia zrobiła na drutach. Jeszcze tylko kilka przystanków... Usiadłam na końcu autobusu, otworzyłam książkę. Coben, Harlan Coben pomyślałam. Jak ja go uwielbiam. Jego książki są moimi ulubionymi, ta też jest świetna. Ciekawe jak się skończy... Autobus zatrzymał się. Podniosłam głowę, spojrzałam przed siebie - pusto. Chwila, moment... Gdzie ja jestem? Gdzie są wszyscy ludzie?! No nie... Dojechałam do stacji końcowej... Dzięki Harlan... Dzięki. Kilka przystanków i minimum godzina w ciepłym mieszkaniu w plecy. Autobus odjedzie za pół godziny. Może pójdę na wcześniejszy tramwaj? Tylko zaraz... W którą to będzie stronę?
Ktoś, ktoś mnie obserwuje. Widzę na przystanku oczy, które patrzą w moją stronę. Nagle postać zbliża się do mnie.
- Zgubiłaś się? - pyta.
- Nie, po prostu zaczytałam się i przejechałam kilka, albo i kilkanaście przystanków - mówię.
- Hehe, też czasem mi się zdarza, szczególnie jeśli sięgam po Mroza, albo Cobena, jestem tak ciekaw następnej strony...
- Właśnie Cobena czytałam, odpowiadam.
- Tak? Uśmiecha się. Tomek jestem.
- Magda - odpowiadam grzecznie.
Zaczynamy rozmowę, o książkach. Łączy nas w tym temacie wiele. Czytamy dużo podobnych pozycji. Czas oczekiwania na autobus, to była tylko chwila.
- Musze już iść, mówię. Dziękuję za umilenie mi czasu oczekiwania na autobus! Do następnego! Wsiadam.
- Magda, zaczekaj! Masz!
- Co to jest?, pytam.
- Jak to, nie widzisz? Książka. Tomek uśmiecha się.
- No widzę, ale po co mi ona, przecież jest Twoja, albo masz ją z biblioteki.
- Magda, nie gadaj tylko weź, oddasz mi ją przy następnym spotkaniu.
- Jakim nas... Chciałam zapytać jakim następnym, ale drzwi autobusu zamknęły się i odjechałam patrząc w osłupieniu, lecz z radością w oczach i sercu na kartkę w książce, na której widniał napis: "Łódzki wieczór z książką".
Data, za trzy dni na ulicy Piotrkowskiej.
- Tak. Powiedziałam na głos. Z uśmiechem patrząc na moje piękne miasto nocą.
Słuchawki na uszach i książka. To moje atrybuty, które zawsze towarzyszą mi w podróży. Tak było i tym razem. Wsiadłam do czerwono - żółtego autobusu, nieco zatłoczonego, który jak co dzień odwoził mnie spod łódzkiej uczelni do domu. Za oknem panował mrok - nienawidzę mieć zajęć do 20.05 jesienną porą. Kiedy wychodzę jest już ciemno, tak smutno i przygnębiająco. Nieważne,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jak przystało na tak ważny dzień, od rana bolał mnie brzuch. Jakby stres nie mógł się objawiać pełną mobilizacją i zwiększoną koncentracją. Cóż, takie już moje szczęście. Starając się ignorować dyskomfort, zjadłam śniadanie, ubrałam się, trzeci raz w życiu założyłam szpilki i (wyjątkowo) nie wybiegłam na autobus. Nie jestem mistrzynią biegania na obcasach, a skręcona kostka przed samą maturą z matematyki to coś, bez czego mogłam się obejść. Jako że mieszkam przy początku trasy, znalazło się dla mnie wolne miejsce, z czego skwapliwie skorzystałam. Stać kwadrans w takim stanie? Nie, dziękuję.
Dosiadł się do mnie już na następnym przystanku. Nie, nie obłędnie przystojny młody człowiek. Dziadziuś. A właściwie elegancki starszy pan z brodą, której mógłby mu pozazdrościć sam św. Mikołaj. Zaczął rozmowę i nie mam pojęcia jak to się stało, ale już po chwili zostałam zasypana pytaniami w stylu: „Logarytm ze stu?”. Dowiedziałam się też co nieco o najgłębszych miejscach na Ziemi i panującym tam ciśnieniu. Tak przygotowana mogłam śmiało stawić czoła arkuszowi maturalnemu, co też uczyniłam – ze znacznie zredukowanym poziomem stresu i (jak się później okazało) całkiem niezłym rezultatem.
A pan z autobusu? Więcej go nie widziałam, ale jestem pewna, że niejedno dziecko zawdzięcza mu co najmniej dobre samopoczucie przed sprawdzianem.
Jak przystało na tak ważny dzień, od rana bolał mnie brzuch. Jakby stres nie mógł się objawiać pełną mobilizacją i zwiększoną koncentracją. Cóż, takie już moje szczęście. Starając się ignorować dyskomfort, zjadłam śniadanie, ubrałam się, trzeci raz w życiu założyłam szpilki i (wyjątkowo) nie wybiegłam na autobus. Nie jestem mistrzynią biegania na obcasach, a skręcona kostka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W listopadzie 2015r. jechałam do Warszawy na egzamin specjalizacyjny. Byłam bardzo zestresowana. Po pierwsze dlatego, że jechałam na egzamin a po drugie byłam pierwszy raz w Warszawie i kompletnie nie wiedziałam jak się ruszyć- zawsze jechałam tylko z wycieczką szkolną.
Prawie całą drogę jeszcze przeglądałam notatki. Nawet nie zwróciłam za bardzo uwagi kto jedzie obok. Na przeciwko mnie siedziałam dziewczyna. Pod koniec podróży zagadała do mnie.Okazało się, że mamy podobną specyfikę pracy. Podczas rozmowy poczułam się trochę lepiej. Razem wyszłyśmy z dworca. Pokazała mi gdzie mam iść. I na koniec dała mi kopa na szczęście. Nawet nie wiem jak miała na imię, ale nie zapomnę jej do końca życia. Nie wiadomo kiedy na swojej drodze spotka się anioła.
W listopadzie 2015r. jechałam do Warszawy na egzamin specjalizacyjny. Byłam bardzo zestresowana. Po pierwsze dlatego, że jechałam na egzamin a po drugie byłam pierwszy raz w Warszawie i kompletnie nie wiedziałam jak się ruszyć- zawsze jechałam tylko z wycieczką szkolną.
Prawie całą drogę jeszcze przeglądałam notatki. Nawet nie zwróciłam za bardzo uwagi kto jedzie obok. Na...
Pamiętam jedną taką wyjątkową podróż. Działo się to wiele lat temu, miałam chyba 13 lat i jechałam z rodzicami pociągiem odwiedzić siostrę, która spędzała zieloną szkołę nad naszym polskim morzem. Ponieważ mieszkaliśmy na południu kraju, droga przed nami była długa. I nagle do przedziału wszedł Norbert, a ja poczułam pierwszy raz w życiu to wyjątkowe drganie serca. :-) Norbert również ze swoimi rodzicami (których znali moi jak się później okazało i jak to często bywa w małych miejscowościach) jechał w to samo miejsce w tym samym celu co oznaczało kilka godzin spędzonych razem. Oczywiście tego dnia, jak i przez wile następnych późniejszych dni nie zamieniłam ani słowa z moim ukochanym, gdyż wstydziłam się przeokropnie, ale wzdychałam do niego jeszcze długo po tej podróży. A okazji miałam wiele, ponieważ okazało się, że chodzimy do tej samej podstawówki, dzieli nas jedynie tylko kilka klas. I tak teraz sobie myślę, że moja miłość wygasła, gdy Norbert opuścił mury szkoły podstawowej i rozpoczął dalszą edukację.
Pamiętam jedną taką wyjątkową podróż. Działo się to wiele lat temu, miałam chyba 13 lat i jechałam z rodzicami pociągiem odwiedzić siostrę, która spędzała zieloną szkołę nad naszym polskim morzem. Ponieważ mieszkaliśmy na południu kraju, droga przed nami była długa. I nagle do przedziału wszedł Norbert, a ja poczułam pierwszy raz w życiu to wyjątkowe drganie serca. :-)...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- W takim razie opuszczamy pojazd! – rzekł stanowczym głosem i trzymając dziewczynę za ramie skierował się ku drzwiom autobusu.
W tym momencie zaczęła szczerze żałować, że nie skasowała biletu. Nie przez grożący jej mandat, lecz przez oczy wszystkich pasażerów wlepione w jej czerwieniącą się twarz. Takim sposobem butna dziewczyna, poprzez wstyd stała się spokojna, a od tego tylko krok dzielił ją od uczucia pokory.
- Znajdziesz ten dowód, czy wzywamy policję? – mimo młodego wieku był bardzo konsekwentny. To właśnie konsekwencja, stanowczość i postura, którą imponował sprawiły, że jej wzrok się zmienił. Spojrzała na niego takim wzrokiem, że i on złagodniał. Poczuł, że spodobała mu się dziewczyna, którą właśnie złapał jadącą na gapę. Przez myśl przeszło mu stwierdzenie, ze fajnie będzie opowiadać kiedyś dzieciom, jak to tata poznał mamę. Ciepłe myśli rozluźniły spięte mięśnie, uścisk na ramieniu dziewczyny zelżał. W tym momencie dziewczyna zgrabnym ruchem wywinęła się kontrolerowi i ruszyła biegiem przed siebie. W ułamku sekundy od rzucenia się w pościg za uciekinierką jego staw skokowy przeszył ogromny ból. I tak pozostał na chodniku ze skręconą kostką i wspomnieniem pięknej dziewczyny.
- W takim razie opuszczamy pojazd! – rzekł stanowczym głosem i trzymając dziewczynę za ramie skierował się ku drzwiom autobusu.
W tym momencie zaczęła szczerze żałować, że nie skasowała biletu. Nie przez grożący jej mandat, lecz przez oczy wszystkich pasażerów wlepione w jej czerwieniącą się twarz. Takim sposobem butna dziewczyna, poprzez wstyd stała się spokojna, a od...
Kiedy kilka ładnych lat temu dojeżdżałam ponad godzinę do mojej pierwszej pracy za najniższa krajowa innej opcji niż autobus (patrz. wyżej -najniższa krajowa) nie miałam. Codziennie spotykałam tam najróżniejszego rodzaju element ludzki i miewałam z nim zbyt bliski jak na stopień znajomości kontakt (ach te ciasne fotele w autobusie!). Jedną historię do tej pory wspominam z uśmiechem na ustach. Była tak sympatyczna,że niemal niemożliwa-a jednak się wydarzyła.
Siadam zawsze w miejscu gdzie obydwa fotele są wolne, bo jako dziki introwertyk nie chcę być zbyt blisko obcych ludzi. Niestety jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się ujechać samotnie dalej niż kilka kilometrów -i tym razem przysiadł się jegomość. Siedzę i przyklejam się do szyby,aż tu nagle jegomość mnie zainteresował-wyciąga książkę i -o zgrozo!- zaczyna czytać od PIERWSZEJ strony! Od samiuśkiego początku! Nie mogłam się powstrzymać. Zerkam delikatnie okiem i samym tylko wzrokiem próbuję czytać razem z nim... Jestem gdzieś na dwa zdania przed końcem strony, kiedy jegomość jak gdyby nigdy nic, jak gdybyśmy byli kumplami od piwa(albo od książki), jakbyśmy się na coś umówili pyta- w moją stronę: "Już?" Spłonęłam czerwienią i szybko doczytawszy ostatnie słowa skinęłam tylko głową. I tak do samego końca podróży...
Książka nosiła tytuł "Pochwała macochy". Kto czytał ten wie- obydwoje uśmiechaliśmy się tylko pod wąsem w co bardziej "odważnych" scenach, ale żadne słowo komentarza z jego strony ani wyjaśnienia z mojej nie padło. Było coś tak sympatycznego i naturalnego w tym wspólnym czytaniu,ze do tej pory wydaje mi się to jak zaczarowany epizod z książki. Wychodząc na swoim przystanku Zaczytany Nieznajomy rzucił tylko wesoło :"Następnym razem dokończymy!".
Więcej się jednak nie spotkaliśmy i lekturę musiałam dokończy sama uprzednio wypożyczywszy ją w bibliotece:)
Kiedy kilka ładnych lat temu dojeżdżałam ponad godzinę do mojej pierwszej pracy za najniższa krajowa innej opcji niż autobus (patrz. wyżej -najniższa krajowa) nie miałam. Codziennie spotykałam tam najróżniejszego rodzaju element ludzki i miewałam z nim zbyt bliski jak na stopień znajomości kontakt (ach te ciasne fotele w autobusie!). Jedną historię do tej pory wspominam z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bardzo nie lubię jak się ktoś do mnie przysiada podczas podróży i próbuje o czymś rozmawiać. Najczęściej podczas podróży lubię przenieść się gdzieś w inny świat za pomocą treści książki i odlecieć myślami i wyobraźnią, zapomnieć co mnie otacza. Książka w podróży to bardzo często ebook czytany z telefonu i często ludzie, zwłaszcza starsi podczas próby nawiązania kontaktu, z tego powodu wtrącają "wy młodzi, to tylko z nosami w telefonach" lub tym podobne. Bardzo irytujące, ale cóż...
Wracając teraz do tematu, to miałem kilka takich okazji, gdy ktoś kilka razy próbował zagadać, że w końcu rezygnowałem z czytania i nawiązywałem choćby szczątkową rozmowę.
Pewnego razu gdy wędrowałem do Gdańska pociągiem aby tam świętować nowy rok, na tej samej stacji, zaraz za mną wszedł Piotrek (teraz już to wiem, wtedy nie wiedziałem:)). Z racji magicznego terminu i ogólnego wesołego klimatu jakoś tak szybko nawiązaliśmy kontakt i bardzo szybko okazało się, że jedziemy na tę samą imprezę.
Ciekawa informacja jest też taka, że jesteśmy też niemalże sąsiadami w mieście z którego jechaliśmy, a nie kojarzyłem go nawet z widzenia, bo niedawno się przeprowadził właśnie z Gdańska.
Po pierwsze jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi do dziś, a po drugie, tamtego dnia miałem super przewodnika po Gdańsku i pokazał mi wiele ciekawych miejsc wartych zwiedzenia w tym mieście.
Bardzo nie lubię jak się ktoś do mnie przysiada podczas podróży i próbuje o czymś rozmawiać. Najczęściej podczas podróży lubię przenieść się gdzieś w inny świat za pomocą treści książki i odlecieć myślami i wyobraźnią, zapomnieć co mnie otacza. Książka w podróży to bardzo często ebook czytany z telefonu i często ludzie, zwłaszcza starsi podczas próby nawiązania kontaktu, z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejByłam z rodziną na wakacjach nad polskim morzem, jednak musiałam wrócić nieco wcześniej niż oni do naszej miejscowości, ponieważ przyjaciółka wyprawiała swoje osiemnaste urodziny. Nigdy nie jechałam tak długo sama pociągiem. Na szczęście dzieliłam przedział z przesympatyczną starszą panią i jej mężem. Oboje zagadywali mnie całą drogę, ponieważ okazało się, że wysiadamy na tej samej stacji. Dowiedziałam się od nich, że jadą po wnuczkę, która mieszka na co dzień w Anglii i nie widuje się z dziadkami tak często, jak oni tego by chcieli. Miała spędzić z nimi wakacje. Zainteresowało mnie to. Zapytałam ile lat ma wnuczka i czy umie mówić po polsku. Nie umiała. Starsi państwo nie umieli mówić po angielsku. Z wnuczką chcieli komunikować się za pomocą "języka miłości" jak sami to nazwali.
Byłam z rodziną na wakacjach nad polskim morzem, jednak musiałam wrócić nieco wcześniej niż oni do naszej miejscowości, ponieważ przyjaciółka wyprawiała swoje osiemnaste urodziny. Nigdy nie jechałam tak długo sama pociągiem. Na szczęście dzieliłam przedział z przesympatyczną starszą panią i jej mężem. Oboje zagadywali mnie całą drogę, ponieważ okazało się, że wysiadamy na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZdarzyło mi się kiedyś zagadać do innego pasażera, chociaż zwykle tego nie robię. Byłam za granicą, jechałam sama pociągiem w dość długą podróż. Nie bardzo miałam co robić, a potem się okazało, że pociąg nie jedzie do tej miejscowości, w której miałam wysiąść. Nie wiedziałam za bardzo co myśleć i robić i wtedy usłyszałam za sobą rozmowę w języku polskim. Okazało się, że tym samym pociągiem jechała dziewczyna i chłopak, którzy są Polakami. Ucieszyłam się, że będę mogła z nimi swobodnie pogadać i zapytać o końcową stację. Przysiadłam się i zaczęliśmy rozmowę. Dzięki temu przyjemnie spędziłam resztę podróży i dowiedziałam się tego co chciałam o stacji, w której powinnam wysiąść żeby trafić do celu. Bardzo miło wspominam tę krótką znajomość i nie żałuję, że odważyłam się do nich zagadać.
Zdarzyło mi się kiedyś zagadać do innego pasażera, chociaż zwykle tego nie robię. Byłam za granicą, jechałam sama pociągiem w dość długą podróż. Nie bardzo miałam co robić, a potem się okazało, że pociąg nie jedzie do tej miejscowości, w której miałam wysiąść. Nie wiedziałam za bardzo co myśleć i robić i wtedy usłyszałam za sobą rozmowę w języku polskim. Okazało się, że tym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Co prawda nie uczestniczyłem w tej historii osobiście lecz znam po dziś dzień jej bohaterów.
Mój serdeczny przyjaciel S. studiował w miecie oddalonym od domu o około 60 kilometrów. W każde niedzielne popołudnie pokonywał tę drogę autobusem. Tydzień po tygodniu, ten sam autobus, ta sama trasa. Za którymś razem jego uwagę przykuła dziewczyna jadąca autobusem, która spodobała się S. Następny razem również jechał tym samym kursem. Kiedy sytuacja powtórzyła się po raz kolejny S. postanowił przejść do działania.
Dziewczyna siedziała przy oknie czytając jakąś opasłą książkę. S. usiadł obok niej, i jak opisywał, wyjął najgrubsze tomiszcze jakie miał w bagażu, otworzył książkę na pierwszej lepszej stronie i udając, że czyta snuł plan działania. Autobus jechał, czas płyną a S. myślał. W końcu wkroczył do akcji i powiedział zaczepnie: „Medycyna?”. Dziewczyna obdarzyła go serdecznym uśmiechem odpowiadając: „Tak”, po czym wróciła do lektury. S. przekonany, że to koniec rozmowy postanowił sprawdzić na jakim temacie otworzył książkę. Spojrzał zrezygnowany w drobny druczek, gdy nagle usłyszał wypowiedziane przez dziewczynę: „Prawo?”, S. ponownie ożywiony odpowiedział „Tak”.
Nie wiem jak ta konwersacja wyglądała dalej ale wiem, że trwa do dnia dzisiejszego. A S. i K. jeszcze przynajmniej raz powiedzieli sobie „Tak” – tego byłem świadkiem, widziałem i słyszałem, piłem i radowałem się razem z nimi. Oby do końca swoich dni byli zgodnym szczęśliwym małżeństwem.
Co prawda nie uczestniczyłem w tej historii osobiście lecz znam po dziś dzień jej bohaterów.
Mój serdeczny przyjaciel S. studiował w miecie oddalonym od domu o około 60 kilometrów. W każde niedzielne popołudnie pokonywał tę drogę autobusem. Tydzień po tygodniu, ten sam autobus, ta sama trasa. Za którymś razem jego uwagę przykuła dziewczyna jadąca autobusem, która spodobała...
Może nie był to pasażer, ale oboje byliśmy przechodniami... Usiedliśmy na chwilę na ławkach stojących naprzeciwko. Ja, bo odbywałam rozmowę przez telefon, On, bo dużo przeszedł, a jeszcze trochę mu zostało. Oboje mieliśmy średni humor. Kiedy skończyłam rozmawiać stwierdził, że wszystko już obojętne i zagada. 'Chcesz ze mną iść?' - spytał. A, że mi też już było wszystko obojętne odpowiedziałam 'Okej'. 'Serio?' - 'Serio.'. No i zgadaliśmy się, że oboje jesteśmy muzykami, a On właśnie wybierał się grać na street'cie w innym mieście. Wróciłam do domu po kilku godzinach, w końcu, pierwszy raz od dawna, mając trochę lepszy humor i z nowym przyjacielem, który jest nim już od kilku lat i regularnie spotykamy się, tak jak za pierwszym razem, pograć na ulicy. Historia w 100% prawdziwa. :)
Może nie był to pasażer, ale oboje byliśmy przechodniami... Usiedliśmy na chwilę na ławkach stojących naprzeciwko. Ja, bo odbywałam rozmowę przez telefon, On, bo dużo przeszedł, a jeszcze trochę mu zostało. Oboje mieliśmy średni humor. Kiedy skończyłam rozmawiać stwierdził, że wszystko już obojętne i zagada. 'Chcesz ze mną iść?' - spytał. A, że mi też już było wszystko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Uwielbiam podróżować pociągiem. Jest w tym jakaś magia, a dla mnie wielka przyjemność, może też dlatego, że w większości korzystam z pociągu, by dojechać w góry lub na lotnisko.
Kilka lat temu jechałam z tatą pociągiem na trasie Wrocław - Kraków. Wracaliśmy z ukochanych Karkonoszy. Była piękna złota jesień. W naszych myślach i sercu wciąż tkwiła Śnieżka i jej okolice, ale też nie mogliśmy się już doczekać powrotu do domu, gdyż trasa jest dość długa.
Dosiadł się do nas młody, wysoki, przystojny mężczyzna. Rozmowa nie wiadomo kiedy się rozpoczęła i nie wiadomo kiedy stała się rozmową długoletnich znajomych. Mężczyzna był żołnierzem, stacjonującym w Iraku. Opowiadał różne rzeczy o sobie, o znajomych, o tym, jak mu zazdroszczą... Tak! Zazdroszczą bycia żołnierzem w Iraku. Wydawało mi się to nieprawdopodobne, że ktoś chciałby się z nim zamienić. I o tym, jak bywał celem na muszce czyjejś broni. Właściwie to niedużo mówiłam. Słuchałam, a było o czym. I byłam pod wrażeniem tego mężczyzny, jego mądrości, wiedzy, życzliwości. Myślałam o tym, ile tak fantastycznych osób musiało zginąć przez wojnę.
Bardzo chciałabym z nim jeszcze porozmawiać i dowiedzieć się, jak ułożył sobie życie.
Gdy nasze drogi rozchodziły się na dworcu w Krakowie, zabrakło mi słów, by wyrazić, co dała mi ta rozmowa. I jak bardzo za nią dziękuję.
Uwielbiam podróżować pociągiem. Jest w tym jakaś magia, a dla mnie wielka przyjemność, może też dlatego, że w większości korzystam z pociągu, by dojechać w góry lub na lotnisko.
Kilka lat temu jechałam z tatą pociągiem na trasie Wrocław - Kraków. Wracaliśmy z ukochanych Karkonoszy. Była piękna złota jesień. W naszych myślach i sercu wciąż tkwiła Śnieżka i jej okolice, ale...
Ja mam szczęście do poznawania starszych osób w codziennych przejazdach tramwajem. Chyba coś w sobie mam, bo takich znajomości mam na pęczki. Co ciekawe, czasami wspólna 10 minutowa przejażdżka potrafi zapaść w pamięć na długo. Pamiętam wesołego staruszka, który od informacji, że jedzie do lekarza i spóźni się na wizytę jakoś płynnie przeszedł na mój wiek, stan cywilny itp., a na koniec skwitował to słowami "nie ma co czekać, oby ciało się oddało"... i po tej przypadkowej rozmowie uznaliśmy z mężem, że nie ma co czekać, warto rozpocząć starania o dziecko :) Dziękuję temu uroczemu panu za to, że w kilka minut uzmysłowił mi, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze! I mam nadzieję, że zdążył do lekarza :)
Ja mam szczęście do poznawania starszych osób w codziennych przejazdach tramwajem. Chyba coś w sobie mam, bo takich znajomości mam na pęczki. Co ciekawe, czasami wspólna 10 minutowa przejażdżka potrafi zapaść w pamięć na długo. Pamiętam wesołego staruszka, który od informacji, że jedzie do lekarza i spóźni się na wizytę jakoś płynnie przeszedł na mój wiek, stan cywilny...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ja taką osobę poznałam w autobusie.Okazało się, że Pani Ewa jest klientką mojego sklepy. Codziennie jeździłyśmy razem tym samym autobusem ale nie zwracałyśmy na siebie uwagi. Pewnego dnia poprostu pomogłam wsiąść Pani Ewie do autobusu ( jest to starsza osoba). Usiadłyśmy razem i zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że mamy takie same hobby rękodzieło. Do dzisiaj wymieniamy się pomysłami na nowe dekorację
Na początku była tylko klientką,która działała mi na nerwy. Przy każdych zakupach narzekała, że towar jest za wysoko lub za nisko.
A teraz jest dla mnie wspaniałą osobą i inspiracją
Ja taką osobę poznałam w autobusie.Okazało się, że Pani Ewa jest klientką mojego sklepy. Codziennie jeździłyśmy razem tym samym autobusem ale nie zwracałyśmy na siebie uwagi. Pewnego dnia poprostu pomogłam wsiąść Pani Ewie do autobusu ( jest to starsza osoba). Usiadłyśmy razem i zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że mamy takie same hobby rękodzieło. Do dzisiaj wymieniamy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZdecydowanie tak i pozdrawiam bohatera historii którą chcę napisać. Pierwszy dzień szkoły, człowiek jest trochę przerażony. Miałam poznać nowych ludzi z którymi będę żyć przez najbliższe kilka lat. Usiadłam na tylnim siedzeniu autobusu i nerwowo stukałam paznokciem w szybę. W pewnym momencie usłyszałam chrząknięcie, podniosłam wzrok zna kolan i zobaczyłam staruszka patrzącego się we mnie z zaciekawieniem. Spytał co się stało, a mu opowiedziałam o swoich obawach. Wolałam przyznać się obcej osobie niż rodzinie co mnie dręczyły, ale chyba każdy tak ma. Wracając, gdy skończyłam mówić dziadek o imieniu Tomasz, zamyślił się chwilę i do mojego przystanku opowiadał mi różne żarty. Nawet nie zauważyłam kiedy wysiadłam i przestałam się śmiać. Apel i nowi znajomi nie byli tacy źli jak Myślam, nawet się z kilkoma zaprzyjaźniłam. Od tego dnia zawsze gdy jadę na zajęcia spotykam pana Tomasza i rozmawiamy.
Zdecydowanie tak i pozdrawiam bohatera historii którą chcę napisać. Pierwszy dzień szkoły, człowiek jest trochę przerażony. Miałam poznać nowych ludzi z którymi będę żyć przez najbliższe kilka lat. Usiadłam na tylnim siedzeniu autobusu i nerwowo stukałam paznokciem w szybę. W pewnym momencie usłyszałam chrząknięcie, podniosłam wzrok zna kolan i zobaczyłam staruszka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo zdarzyło się kilka lat temu. Poszłam wtedy do liceum. Nowe otoczenie, nowi znajomi... Na pierwszy rzut oka klasa wydawała się sympatyczna, jednak nie do końca mogłam przekonać się do moich rówieśników. A najgorsze były powroty do domu. Przystanek autobusowy znajdował się nieopodal szkoły, więc po skończonych zajęciach tam gromadziła się blisko połowa moich nowych kolegów i koleżanek. Pierwszego dnia szkoły ucieszyłam się, że nikt z mojej klasy nie wraca do domu autobusem o tym samym numerze. Chciałam zająć miejsce przy oknie, włączyć ulubioną muzykę na mp3 i w spokoju patrzeć na mijane budynki mojego miasta: dawną szkołę, galerię handlową, nieco przerażający dworzec kolejowy, ulubioną cukiernię... Uwielbiam samotnie podróżować! Jednak szybko okazało się, że moja radość była zbyt pochopna. Poczułam dość mocne szturnięcie i w tej samej chwili zalał mnie potok słów osoby, którą pierwszy raz widziałam na oczy. Twierdziła, że chodzimy razem do klasy. Kiedy ona przedstawiała mi swoje wnioski na temat nowych nauczycieli, opowiadała o swoim chłopaku i fantastycznej pasji, ja zastanawiałam się jak długo będę musiała znosić tę wariatkę. Rozwiązanie tej zagadki przyszło po miesiącu, może po dwóch. Z każdym dniem nasza droga powrotna wydawała się coraz krótsza, a tematów do rozmów było coraz więcej. Szybko zrozumiałyśmy, że łączy nas więcej niż mogłoby się wydawać. Ta wariatka została moją przyjaciółką. Najlepszą. Na dobre i na złe. Jest dla mnie jak siostra.
To zdarzyło się kilka lat temu. Poszłam wtedy do liceum. Nowe otoczenie, nowi znajomi... Na pierwszy rzut oka klasa wydawała się sympatyczna, jednak nie do końca mogłam przekonać się do moich rówieśników. A najgorsze były powroty do domu. Przystanek autobusowy znajdował się nieopodal szkoły, więc po skończonych zajęciach tam gromadziła się blisko połowa moich nowych kolegów...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jechałem odwiedzić mamę w szpitalu. Poszedłem na autobus, na przystanku zaczepił mnie jakiś pijany dziadek, wyglądem podchodzącym pod bezdomnego. Zacząłem już szukać wymówki, żeby tylko nie dawać mu pieniędzy. Jednak on tylko zapytał o drogę i coś tam mówił. Wyszło, że będziemy jechać tą sama linią. Kiedy podjechał autobus usiadłem daleko, a on poszedł do biletomatu. Zdziwiłem się kiedy wrócił i usiadł przede mną. Co chwila pytał się ile jeszcze ma jechać, był nieznośny. Nagle tak po prostu zapytał się ile mam lat i gdzie chodzę do szkoły. Odpowiedziałem, że kończę technikum elektryczne i za 2 miesiące matura i studia. Dziadek od razu się ożywił, zyskał błysk w oku. Powiedział, że chodził to tej samej szkoły i pracował długo jako elektryk. Zaczęliśmy rozmawiać ciągle o zawodzie. Był ciekawy jak wygląda teraz szkoła, jakie są profile i studia, pytał o wszystko. Kiedy wymieniałem mu profile i kierunki studiów, on ciągle powtarzał "super elektryk, super elektronik" mówił, żebym to zrobił bo to najwyższy stopień, ale był w stanie wyjaśnić na czym to polega, bo za bardzo bełkotał po pijaku. Do dziś nie wiem co to jest.
W większości odpowiadałem tylko na jego pytania, nie dało się go zrozumieć. Wysiadając życzył mi powodzenia i powiedział, że sobie poradzę na studiach. Zdziwiłem się, że tak wykształcona osoba, jest tak zaniedbana. Miał dobry zawód, ciekawe co go w życiu spotkało.
Nie miałem czasu dłużej o tym pomyśleć. Wysiadłem dwa przystanki dalej i poszedłem do mamy.
Jechałem odwiedzić mamę w szpitalu. Poszedłem na autobus, na przystanku zaczepił mnie jakiś pijany dziadek, wyglądem podchodzącym pod bezdomnego. Zacząłem już szukać wymówki, żeby tylko nie dawać mu pieniędzy. Jednak on tylko zapytał o drogę i coś tam mówił. Wyszło, że będziemy jechać tą sama linią. Kiedy podjechał autobus usiadłem daleko, a on poszedł do biletomatu....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kiedy przed ważnym egzaminem wracałam autobusem do domu, nie chciałam marnować ani chwili, wyjęłam notatki i zaczęłam się uczyć prawa cywilnego. Pech chciał, że dosiadł się do mnie chłopak, typowy dresik, który bardzo intensywnie wpatrywał się w moje notatki. Nagle usłyszałam:
- No, no... Przyszła pani prawnik. - w jego głosie usłyszałam drwinę - Ile to ja już razy złamałem prawo. Jakbyśmy się kiedyś spotkali w sądzie a będziesz prokuratorem, to wiesz... Nie zadzieraj ze mną lepiej, bo może się to źle skończyć. - dodał groźnie.
Z początku nie wiedziałam co powiedzieć, byłam w szoku, ale też zdenerwował mnie swoją pewnością siebie. Pod wpływem złości oznajmiłam:
- Prokuratorem nie zostanę na pewno, ale lepiej więcej tak do mnie nie mów, bo to brzmiało jak groźba a świadków cały autobus.
Spojrzał na mnie dziwnie i się przesiadł.
Ani nie nawiązaliśmy głębszej znajomości, ani nie umilił mi podróży, jednak ową wymianę zdań pamiętam do dziś.
Kiedy przed ważnym egzaminem wracałam autobusem do domu, nie chciałam marnować ani chwili, wyjęłam notatki i zaczęłam się uczyć prawa cywilnego. Pech chciał, że dosiadł się do mnie chłopak, typowy dresik, który bardzo intensywnie wpatrywał się w moje notatki. Nagle usłyszałam:
- No, no... Przyszła pani prawnik. - w jego głosie usłyszałam drwinę - Ile to ja już razy...